LookInto Americas

Szkoła podniebnego tańca

– Trzy dni nauki, szklanka pulque i zatańczysz – przekonuje Bulmaro Maldonado González, jeden z najstarszych voladores z Huauchinango.

– Trzy dni nauki, szklanka pulque i zatańczysz – przekonuje Bulmaro Maldonado González, jeden z najstarszych voladores z Huauchinango.

To odważne stwierdzenie. Zwłaszcza, gdy szklanka pulque niektórym nie starcza nawet, by zatańczyć na ziemi. Świat z wysokości 50 metrów zapiera dech. Czterej tancerze wchodzą na specjalne słupy, obwiązują się liną wokół brzucha i rzucają się w dół. Zanim dotkną ziemi wykonują 13 obrotów, które symbolizują 13 poziomów nieba.

probka4 probka3

Rytuał voladores to obrzęd religijny, niegdyś charakterystyczny dla obszaru całej Mezoameryki. Dawniej Indianie tańczyli, by sprowadzić deszcz i zapewnić dobre plony.

Dziś powietrzny taniec przetrwał tylko w kulturze Indian Nahua i Totonaca w stanach Puebla i Veracruz. Voladores można spotkać w całym Meksyku przy okazji lokalnych świąt, chętnie dają też komercyjne występy ku uciesze turystów w kurortach na Jukatanie i w stolicy.

Najbardziej znanym z tancerzy miejscem w Meksyku jest Papantla. Ale to w Huauchinango jest jedyny plac na świecie, gdzie są cztery słupy do latania. Są najwyższe w kraju, mają ponad 48 metrów.

Za najbardziej doświadczonego tancerza uchodzi tutaj właśnie señor González, specjalista od tańca, pulque i torebek z pancernika. Także przed wywiadem wyraźnie dodaje sobie animuszu samogonem. W tańcu, jak każdy z voladores ma swój przydomek. W jego przypadku to „yeyeclt”, czyli wiatr.

Wyszkolił dwa ostatnie pokolenia podniebnych akrobatów. W swojej szkole w sumie prowadzi 14 grup tanecznych. Wśród nich trzy grupy voladores: dzieci, kobiety i mężczyźni. Najmłodsza uczestniczka kursu, jego wnuczka, ma 8 lat. Jako jeden z pierwszy dopuścił do rytuału kobiety. – Tańczą tak samo jak mężczyźni. Jeśli mają odwagę, by wejść na górę, nie widzę przeszkód – opowiada.

Latali jego dziadkowie i pradziadkowie. Cała jego rodzina lata. Z wyjątkiem żony. – Jest grubiutka – splata dłonie na wyimaginowanym wystającym brzuchu. –  Do tego tańca trzeba być szczupłym. Jeśli chcecie, sprawię, że będziecie tańczyć. Potrzebuję trzech dni, by was przygotować. I dużo alkoholu – żartuje.

probka2 probka1

Rok temu w Cuetzali zginął jeden z tancerzy. Kiedy wchodził na sosnowy słup oberwała się gałąź, na której się podciągał. Mimo to kilka lat temu señor González pozwolił zatańczyć dwóm motocyklistom, którzy podchmieleni podczas ferii złapali ochotę.

– Darli się wniebogłosy – wspomina Jesus, inżynier, z zamiłowania historyk, miejscowy celebryta znany z lokalnego radia, telewizji i barów.

Nasz rozmówca bał się tylko raz – kiedy wszedł na słup po raz pierwszy w wieku 6 lat. Nie uważa, by picie alkoholu przeszkadzało tancerzom w utrzymaniu równowagi. – Trzeba być w kontakcie z bogami – uśmiecha się.

 

Dodaj komentarz

x Close

Like Us On Facebook